To Twoja pierwsza wizyta? Zapraszamy do rejestracji.
Rejestracja
  • Sniper: Ghost Warrior 2 - Recenzja


    Wreszcie po trzech latach posuchy nadszedł czas, aby ponownie wcielić się w etatowego snajpera, przyodziać ghille suit i wyruszyć na ściąganie przeciwników strzałem w pierś lub co ciekawsze i zawsze można się tym pochwalić przed grającymi kumplami – sadzenie head-shotów. Przed wami recenzja G4MERS.PL polskiej gry Sniper: Ghost Warrior 2!


    20 mln na produkcję
    We wtorek, przy okazji spotkania z twórcami gry, mieliśmy okazję poznać kilka faktów dotyczących produkcji drugiej odsłony Sniper: Ghost Warrior. Liczby, jakie tam mogliśmy usłyszeć wywarły na mnie ogromne wrażenie, przez co sequel gry wydawał mi się czymś zupełnie nieosiągalnym do tej pory przez polskie studia. Wszyscy doskonale pamiętamy jaki był Sniper: Ghost Warrior – to gra pełna błędów, brzydka, ale w doskonałej cenie, no i miała w sobie to coś, co spowodowało, że miliony graczy sięgnęło po produkcję CI Games (wówczas jeszcze City Interactive). Znakomita sprzedaż „jedynki” oznaczała, że sequel „się robi”. No i się go doczekaliśmy. Szumne zapowiedzi o wykorzystaniu CryEngine 3 oraz o niesamowitym budżecie (ponad 20 mln zł), jak na taką produkcję zwiastowały nadejście czegoś ekstremalnie dobrego. Tak wynikało z zapowiedzi, ale te zupełnie nie pokrywały się z tym, co otrzymaliśmy.

    Ogólne założenia twórców były takie, żeby dostarczyć graczom produkt znacznie lepszy, niż ten, który otrzymaliśmy niecałe trzy lata temu. Czyli koniecznie trzeba było pozbyć się fatalnego skryptu, zatrudnić specjalistów do mo-capu oraz wydłużyć rozgrywkę w trybie dla jednego gracza. CI Games sprostało temu wyzwaniu eliminując mniej lub więcej tego, co kuśtykało w Sniper: Ghost Warrior. W końcu na coś te 20 milionów trzeba było przeznaczyć.

    This Is My Rifle. This Is My Gun
    Nowa odsłona przygód samotnego snajpera ukazana jest oczami kapitana Cole’a Andersona, byłego członka Delta Force, który kunsztu zabijaki „sokolego oka” uczył się w specjalnej jednostce Detly – „Force Recon”. Anderson trafia na współczesne pole bitwy, aby wykonać pewne zadanie – wraz z towarzyszącym mu obserwatorem oraz nawigatorem w jednym mają za zadanie unieszkodliwić handlarza bronią masowego rażenia, a następnie przejąć i bezpiecznie dostarczyć ładunek do swoich zwierzchników. Na skutek nieprzewidzianych wydarzeń zespół Sopecial Force, który również uczestniczył w akcji dostaje się do niewoli. Część z jego członków nie wróciła z misji, a sam Anderson zostaje postawiony przed sąd. Będąc w areszcie i oczekując na proces rządowy wysłannik składa mu propozycję nie do odrzucenia – wraca na front, by zakończyć sprawę – jednak w przypadku jego pojmania rząd USA wyprze się jakiemukolwiek zaangażowaniu w sprawę. Bohater jest bez wyjścia – albo to i czyste akta, albo wyrok i w najlepszym razie odsiadka. Wybiera to pierwsze.

    Gra podzielona jest na trzy akty, z których każdy dotyczy jednego, wybranego fragmentu z życia bohatera. Pierwszy, najnudniejszy, opisuje sytuację, która doprowadziła do śmierci żołnierzy Special Force, drugi, to psychiczne rozterki Andersona i powrót do ogarniętej wojną byłej Jugosławii (uzasadnione jest to fabułą gry) oraz trzecia część – finałowa, która zgodnie z nurtem wszystkiego, co amerykańskie albo o Amerykanach (bo amerykańskie = dobre) musi zakończyć się happy-endem.


    Trzy akty posiadają łącznie 10 misji, na których ukończenie potrzeba będzie od 15-30 minut, zatem jak łatwo sobie obliczyć gra do najdłuższych nie należy. Mi przejście gry na poziomie trudności normalnym zajęło nieco ponad 5 godzin, ale z pewnością będą gracze lepsi ode mnie. Długość gry całkowicie mija się z profesją snajpera, który niekiedy kilkadziesiąt minut leży bez ruchu czekając na sposobną okazję do likwidacji celu.

    Mechanika rozgrywki zasadniczo nie zmieniła się od tej znanej z pierwszej odsłony. Twórcy odpowiedzieli na feedback graczy i wyeliminowano całkowicie znany z jedynki rodzaj misji opartych na szturmie. W sequelu mamy wyłącznie misje snajperskie, jednak nie oznacza to wcale, że nie przyjdzie nam do wymiany ognia pomiędzy wrogami. W zasadzie to przynajmniej raz na zadanie dojdzie do takiej akcji, a czasami nawet częściej, jeśli spartolicie likwidację wroga po cichu, bądź też ten odkryje ciało (tych nie można chować po kątach, więc zanim się kogoś zdejmie lepiej lornetką lub lunetą, poobserwować, zapamiętać ich trasy – te są oskryptowane i zawsze chodzą oni tymi samymi ścieżkami). Warto słuchać również poleceń nawigatora – chłop zna się na rzeczy i wie, kiedy oraz kogo należy zdjąć w pierwszej kolejności.

    Na >>niedawnym trailerze gry<< CI Games prezentowało bajer zwany termovision, cóż trailer to chyba najdłuższy fragment gry, w jakim widzimy w użyciu termo gogle. Raptem dostępne są one w kilku misjach, natomiast przez pozostałą część gry mamy możliwość użycie NVG, po co skoro większość zadań i tak rozgrywa się za dnia?


    Bolączką gry są korytarzowe lokacje. Otwarty świat w Tybecie czy >>Sarajewie<< (swoją drogą właśnie tam rozgrywają się najciekawsze misje) to tylko pic na wodę. Mapka/radar w lewym dolnym narożniku podaje nam dokładnie obszar po jakim możemy się poruszać – nie jest tego za dużo – zobaczenie kilkanaście metrów w lewo czy prawo i gra ryczy, że opuściliśmy teren gry, po kolejnych sekundach następuje restart od ostatniego punktu zapisu. W tego typu produkcjach gracz powinien mieć szeroki wachlarz możliwości podejścia do wroga, to z lewej strony oddać strzał, następnie cichaczem udać się na drugą flankę – tak, aby przeciwnik nigdy nie zorientował się, skąd nadleciała kula. >>Sniper: Ghost Warrior 2<< nie oferuje takiej możliwości. Mamy strzelać stąd i tylko stąd! Gdy nam się nie uda wyeliminować wszystkich wrogów po cichu to mamy problem – bo pozostali na mapce przeciwny prują do nas, jak do bydła. Na szczęście przeciętny agresor z kałachem już nas nie zabije z 500 metrów (tak się działo w jedynce), teraz natomiast biegnie do nas z partyzanta – tak więc z łatwością i jego ubijemy, pozostali pochowani za przeszkodami też nie grzeszą inteligencją – zawsze jakaś część ciała im wystaje i łatwo ich zlikwidować.

    Każda z dziesięciu misji zwieńczona jest tabelą ze statystykami, które mówią nam jakim dobrym strzelcem jesteśmy, ile osób zabiliśmy, ile headshotów zaliczyliśmy, ile alarmów wszczęliśmy, najdalsze zabicie oraz najdalsze zabicie za pośrednictwem headshota (u mnie ten wynik to 1548m).

    Multiplayer
    Nie wyobrażam sobie shootera, który niemiałby trybu zabawy sieciowej. W przypadku tej gry zapłaciłbym twórcom za to, żeby multiplayera nie dodawali, a polepszyli singla. Odpalając multi złapiecie się za serce, bowiem trudno mówić o rozgrywce sieciowej, gdy opiewa ona jedynie w jeden tryb – deadmatch drużynowy (dwa teamy po sześć osób w każdym). Mapy, jakie mamy do dyspozycji to jedynie Sarajevo Downtown oraz Resort, czyli również nie ma szału. Obie są skonstruowane w ten sposób, aby łatwo było nam kampić i szybko przedostać się w inne miejsce, by tam znów kampić. W grze to wygląda w następujący sposób: wszyscy po deploly’u leżą i czekają na błąd innego z graczy. Gdy ten się ruszy to boom i leży trupem – czasami nawet nie wiadomo kto i skąd strzelał. Szybki kill-cam i już to wiemy dokładnie.

    Multiplayer jest strasznie niedopracowany – niewidzialne ściany to norma, co prawda nie są one takie, że przez nie nie przejdziemy, ale nasza kula już się nie przeciśnie, a przeciwnika owszem i on zalicza killa, a nie my. Czasami jest to tak uciążliwe, że człowiek chce wyłączyć grę. Przeciwnikowi pół głowy wystaje zza murka, ale trafienia nie zaliczymy, bo niewidzialna ściana go jednak ochrania. Nierzadko zdarzyło mi się również utknąć na przeszkodzie, którą moja postać powinna przejść bez problemu. Co nie udaje się na leżąco czy kucając uda się na stojąco – zatem jeśli, czy to w singlu, czy to w multi, zdarzy wam się zawiesić na jakimś elemencie otoczenie spróbujcie pokonać go właśnie w ten sposób, w moim przypadku często to skutkowało.

    Mam wrażenie, że dwie dodatkowe mapy jak i dodatkowy tryb gry, które niebawem dostaniemy w formie darmowego add-onu to część kodu z podstawowej wersji gry, który w jakiś sposób nie znalazł miejsca na płycie z grą. Dobrze, że rozszerzą ten tryb, bo naprawdę jest on strasznie ubogi.


    ZDANIE KOŃCOWE
    Sniper Ghost Warrior 2 jest grą tanią, jest grą brzydką i jest grą na jeden raz. Chociaż tytuł ten oparty jest na silniku graficznym CryEngine 3, to na ekranie TV/monitora wcale tego nie widać. Szufladkowa fabuła, korytarzowe lokacje i przerażająco słabe multi – taki właśnie jest Sniper: Ghost Warriror 2.

    Prezentacja – 4
    Czuję się strasznie oszukany. Marketnig zrobił swoje – śliczne trailery, znakomicie wyreżyserowane trailery – właśnie na takich rzeczach Sniper Ghost Warrior 2 zyskał w oczach wielu graczy, wielu z nich zawiedzie się po włożeniu płyty do napędu swojej konsoli.

    Grafika – 4
    CryEngine 3 to potężny sinik, który wymaga sporo pracy, udało się to CryTekowi, nie udało się to CI Games. Gra wygląda brzydko, niekiedy nawet słabiej od swojej poprzedniczki, która przecież została wydana kilka lat temu i stworzona na silniku Chrome Engine od Techlandu. Grafika bije po oczach, tekstury są słabej jakości, szczególnie w takich grach, gdzie luneta to podstawowe narzędzie, powinny one prezentować się przynajmniej przyzwoicie. W Sniper: Ghost Warrior 2 nie potrzeba opcji zoom, aby się przerazić.

    Dźwięk – 5
    Oprawa audio trzyma mniej więcej ten sam poziom, co grafika w grze. Niby każda z broni ma swój unikatowy odgłos wystrzału ale trzeba się wsłuchać dokładnie, by to zauważyć. Plusem jest znakomity odgłos brania powietrza w płuca, czyli wstrzymywanie oddechu, wyrównanie tętna, a następnie strzał i rozluźnienie. Poza tym nie ma niczego godnego pozytywnej uwagi.

    Gameplay – 5
    Zabawa w trybie dla jednego gracza nie jest górnolotna, ale z całą pewnością lepsza, niż multiplayer. Kila interaktywnych elementów otoczenia fajnie komponuje się w całość dość statyczną i sterylną. Czego mi brakowało w Sniper: GW2? Przede wszystkim kustomizacji i doboru arsenału – niby taki bajer, ale fajnie by się grało czując to, że samemu dobraliśmy sobie komponenty do snajperki. Czasami większy zoom by się przydał, ale nie można – bo twórcy tego nie przewidzieli i mamy tylko to, co otrzymaliśmy.

    OCENA KOŃCOWA – 5/10
    Ocena mocno naciągana. Sniper Ghost Warrior 2 jest grą, na którą nie poskąpiono gotówki, jednak mam wrażenie, że została ona wydana w sposób niezwykle rozrzutny – nowy silnik, którego tutaj kompletnie nie widać, słaba oprawa dźwiękowa, bezsprzecznie bezużyteczny multiplayer i liczne problemy z połączeniem meczu sprawiają, że gra może stanąć na równi z innymi tytułami CI Games. Chociaż tytuł ten prezentuje się niemrawo wróżę jej spory sukces, zbliżony, a może nawet jeszcze większy, niż poprzedniczki. Kill-cam, który występuje także w trybie dla jednego gracze jest słaby. Ten aspekt lepiej wyszedł twórcom gry Sniper Elite V2. Recenzowana wersji przeznaczona była na konsole.
    razy skomentowano 6 razy skomentowano
    1. Awatar TinTin
      TinTin -
      Hmmmm.... czyli tak, jak przypuszczałem. Dwójka równie dobra, co jedynka. Ale i tak zagram
    1. Awatar R4Z13L
      R4Z13L -
      Hahahaha, no mówiłem że szału nie ma
    1. Awatar Syjon
      Syjon™ -
      Coś za niska ocena...Jak dla mnie spokojnie mogła być wyższa Grę mam od paru dni, ale na razie czasu brak na granie W weekend pogram to się podzilę wrażeniami.
    1. Awatar Yakuu
      Yakuu™ -
      Ja powiem tak, mnie skusiła niska cena gierki i... heh cóż, jakby to ująć? Gra jest warta tej niskiej ceny, może jest warta jeszcze niższej. Pierwszy raz w historii gier ja również poczułem się oszukany, CryEngine 3? Przecież niedawno recenzowałem Crysis 3 (na dniach pojawi się na forum) i tam zachwycałem się nad tym silnikiem a tutaj? Wiele razy przecierałem oczy ze zdumienia, że taka gra mogła pojawić się w dzisiejszych czasach.

      Gra jest naszpikowana błędami i niedoróbkami o których CZUM już napisał. Mnie najbardziej raziła głupota sztucznej inteligencji heh - strzelam typowi w klatę, jego kompan stał obok, rozglądają się skąd padła kula i... tyle, nic więcej. Czasami w panice rozbiegali się gzie się dało ale no ludzie

      Gra jest słaba, nawet bardzo słaba... nie ratuje jej nawet wojskowy klimat czy poczucie, że jest się "niewidzialnym zabójcą" Multiplayer to jakieś nieporozumienie, tego kto go wymyślił powinni usmażyć na gorącym oleju.

      W pierwszą część nie grałem, jeżeli dwójka niby ma być lepsza od jedynki to o matko boska, jaka była pierwsza część?!

      Szkoda tych wpakowanych pieniędzy w ten silnik, naprawdę szkoda bo gra miała potencjał, który mógł zdrowo namieszać.

      W moim przekonaniu, ocena zasłużona. Gdybym to jednak ja recenzował tą grę, ocena byłaby niższa, dlaczego? Po prostu czuję się oszukany, over.

      Jeżeli chcecie pobawić się w snipera, skuście się na Sniper Elite V2... ta gra jest ZDECYDOWANIE lepsza od Sniper 2.
    1. Awatar Babka
      Babka™ -
      Moim zdaniem gra jest nawet spoko ale Sniper od Rebellionu podniósł poprzeczkę dość wysoko, szczególnie bullet cam jest delikatnie rzecz ujmując cienki, po tym co pokazał Sniper Elite V2
    1. Awatar Nikt
      Nikt -
      Oh god

      Gracze co kupili tą grę muszą się czuć tak heh...

    razy skomentowano Zostaw komentarz

    Kliknij tutaj, aby się zalogować

  • G4MERS w sieci:

     
  • Nasze recenzje